Prof. Jerzy MARCHWIŃSKI
Rejowiecka 17A
PL 04-897 WARSZAWA
Tel/Fax: (48-22) 872 1500
Mob:
(48) 601 235 576
Blog: jerzy-marchwinski.Blogspot.com
Teresa ŻYLIS-GARA
Recenzja związana z
otrzymaniem tytułu Doktora Honoris Causa w Akademii Muzycznej w Łodzi.
O Pani Teresie
Żylis-Garze.
Dość
długo się wahałem, zanim odpowiedziałem pozytywnie na propozycję Pani Prof.
Urszuli Kryger napisania recenzji o Teresie Żylis-Garze, w związku z
przyznaniem Jej tytułu Doktora Honoris Causa w Akademii Muzycznej w Łodzi. Nie
wydawało mi się możliwe móc słowami określić wielkość tej niezwykłej Artystki.
Ponieważ
miałem szczęście i przywilej być przez pewien czas Jej artystycznym partnerem, zdecydowałem
w końcu napisać osobistą refleksję
Kiedy
przed kilku laty red. David Shengold z „Opera News” zwrócił się do mnie o
krótką wypowiedź o Teresie Żylis-Garze, posłałem mu dwa zdania, w których
zawarłem istotę tego, co miałem do powiedzenia o tej Wielkiej Artystce. „Teresa’s
artistry was not only at the highest professional level, but also full of
light, love and beauty. I
think that quite exceptional even among the greatest artists” („Artyzm Teresy
był nie tylko na najwyższym profesjonalnym poziomie, ale również pełen światła,
miłości i piękna. Myślę, że jest to czymś wyjątkowym nawet pośród największych
artystów”). I to zdanie pozostanie mottem mojej recenzji o wielkiej Teresie
Żylis-Garze.
Moje
pierwsze spotkanie z Teresą było na antenie Polskiego Radia, kiedy Jej
zagorzały wielbiciel red. Jan Weber poinformował mnie był o transmisji wywiadu
z Nią i recitalu, w którym towarzyszył Jej Erik Werba. Pierwsze wrażenie,
zarówno wtedy, kiedy mówiła, jak i wtedy, kiedy zaczęła śpiew, poraziło mnie
swą autentyczną siłą. W słowach wywiadu, nie było nawet cienia sztuczności ani
mizdrzenia się, w śpiewie, niewysłowione piękno samego głosu i absolutnie
naturalnej narracji.
Drugie
spotkanie, już tym razem „na żywo”, było w Nowym Jorku. Mój impresario
powiadomił mnie, że Teresa Żylis-Gara, chciałaby mnie spotkać. Z nieskrywaną
emocją szedłem do Jej apartamentu przy Central Park West. Byłem niesamowicie
wzruszony propozycją wspólnych nagrań i recitali. Po wyjściu, pierwsze kroki
skierowałem do kwiaciarni, skąd zdążyłem posłać Jej róże przed odjazdem na JFK.
Już na lotnisku, w oczekiwaniu na odlot, usłyszałem w megafonie moje nazwisko z
prośbą, abym się zgłosił do kontuaru jeszcze ówczesnego PanAmerican. Przekazano
mi message od Teresy z podziękowaniem za kwiaty. Nie skrywam, że zrobiło to na
mnie wrażenie, bo ileż sławnych śpiewaczek stać byłoby na taki
niewielki, ale jakże sympatyczny gest?
Kolejne
spotkanie z Teresą było w mojej „kajucie” na Żoliborzu, gdzie odbyliśmy
pierwszą próbę. Nie czułem ani tremy ani zdenerwowania. Jedyne, czego chciałem,
to zagrać na swoim poziomie. Pierwszą pieśnią była „Atczewo”, („Dlaczego”),
wielkiego Piotra Ilijcza. Zanim zacząłem kilka taktów inicjujących pieśń
zapytałem o tempo. Usłyszałem, „Proszę, niech pan gra”. I zagrałem. I nie było
żadnych problemów. Jedyne, co istniało, to uczucie wielkiego komfortu,
naturalności i przestrzeni. W przestrzeni tej mieścił się zarówno Jej cudowny
śpiew, jak i moje, absolutnie swobodne granie.
I
uczucie tej swobody i przestrzeni towarzyszyło mi nieodmiennie podczas
wszystkich nagrań i występów w Kraju, we Francji, czy Stanach. Generalnie,
odczuwałem zwykłe napięcie przed występem, ale właściwie, żadnej tremy ani
zdenerwowania. Była to radość z uczestniczenia w tworzeniu piękna.
Niedawne,
profesjonalne, – jako słuchacz - spotkanie z Teresą było podczas Jej kursu
mistrzowskiego w warszawskiej Akademii im.Fr.Chopina. Słuchałem ze wzruszeniem
jak szczodrze, z wyraźnie obecnym uczuciem, obdarowywała młodych adeptów śpiewu
swą wiedzą profesjonalną, w klimacie troski o urodę interpretacji. Nie zapomnę
wrażenia, jakie zrobiła na mnie żywa demonstracja słuszności wypowiadanych
przed chwilą słów. Jej głos wciąż oszałamiał nietkniętym przez czas pięknem, a
artystyczny przekaz wydawał się nie mieć alternatywy.
I
jeszcze coś ważnego i chyba, rzadkiego. Teresa ma wielki talent kreowania
rzeczywistości. Codzienność w jej wykonaniu, to naturalne tworzenie czegoś
niezwykłego i pięknego. Nie ma w nim miejsca na banał, pospolitość. Co więcej,
nie ma miejsca na żadną sztuczność ani celebrę. Wszystko dzieje się naturalnie
i autentycznie.
I tak właśnie, jak wspomniałem w moim „Motto”,
w całym Jej istnieniu dostrzegam żywą obecność światła, uczucia i piękna.
Jerzy
Marchwiński
Warszawa, 2016
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz