poniedziałek, 7 kwietnia 2014

DEFINICJA PARTNERSTWA

(Tekst wygłoszony podczas Konferencji Naukowo-artystycznej na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie, 6 kwietnia 2014)




Definicja partnerstwa

Próba wyjaśnienia pojęcia.

        W The Encyclopedia Britannica, wyd. z 1990r., hasło Partnership (Partnerstwo), brzmi następująco: “Partnership, voluntary association of two or more persons for the purpose of managing a business enterprise and sharing its profits or losses”, czyli: “Partnerstwo, dobrowolny związek dwu lub więcej osób, którego celem jest prowadzenie przedsięwzięcia oraz dzielenie jego zysków lub strat”.
       
          Tak brzmi definicja partnerstwa w tej, być może, najznakomitszej encyklopedii jaka istnieje na świecie. Właściwie, nic dodać, nic ująć. Wszystko jest powiedziane, zwięźle i zrozumiale. Przyznam się, iż moja wędrówka po rozmaitych encyklopediach trwała dość długo. Dopiero ta, ostatnia, najbardziej trafiła mi do przekonania.

Ale niemal natychmiast po jej lekturze wspomniała mi się wyborna, wyczytana u Abby Ebana niezwykle mądra i ważna anegdota o dociekliwym uczniu, który zapytał rabina, czy można w jednym zdaniu streścić całą Torę.  Oto odpowiedź, którą usłyszał z ust mistrza, podejrzewam, że okraszoną nieco filozoficznym uśmiechem: „Of course, yes. What is hateful to you, do not do to your neighbor. This is the whole Torah. The rest is commentary”, co w dowolnym tłumaczeniu brzmi: ”Oczywiście, tak. Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe. To jest cała Tora. Reszta, to komentarz”.

          Odrobinę podobnie z partnerstwem. Istota encyklopedycznej definicji ma wymiar jednego, krótkiego zdania. Teraz miejsce na komentarz. Oczywiście, będzie to komentarz osobisty. Nigdy nie ośmieliłbym się nawet na chwilę pomyśleć o jakimś komentarzu uniwersalnym.

          Zacznę od refleksji, że podobnie jak kultura i wszelkie kreatywne relacje pomiędzy ludźmi, nic nie dzieje się samo. Wszystko wymaga wysiłku, zaangażowania, mądrości, wytrwałości, może też w pewnym sensie poświęcenia i innych, im podobnych, pokrewnych wartości.

          W konkretnym przypadku muzyka-wykonawcy, warunkiem nieodzownym jest możliwy do osiągnięcia, indywidualny poziom umiejętności profesjonalnych. Nie mam na myśli jakichś wartości absolutnych. Chodzi mi raczej o poziom aktualny, uczniowski, studencki i w końcu, poziom dojrzałego artysty.

          Spośród wielu ważnych wartości, zdecydowałem się do mojego osobistego komentarza wybrać 12, bez jakiejś hierarchicznej kolejności. Mogą one stanowić listę potrzebnych elementów, dla w miarę kompletnego obrazu całości. Taki rodzaj „Dodekalogu muzycznego partnerstwa”.


          Są to:

Wartość pierwsza: Wspólna, wzajemna odpowiedzialność za całość wykona-nia.

          Dla porządku, zacytuję fenomenalne określenie dzieła muzycznego, autorstwa naszego wspaniałego, nieocenionego prof. Kazimierza Sikorskiego: „Wprawdzie dzieło muzyczne jest jednością, ale składa się z wielu elementów: melodii, rytmu, harmonii, dynamiki, agogiki, artykulacji, kontrapunktu, formy i zawartości emocjonalnej”.

          Solista realizuje wykonanie utworu, wszystkie jego elementy sam jeden, na swoją wyłączną odpowiedzialność. Jego jest sukces i jego jest niepowodzenie. Nie musi z nikim i z niczym się liczyć.

         W partnerskim wykonaniu zespołowym, odpowiedzialność ma podwójny charakter: za element, lub może elementy dzieła realizowane przez siebie oraz za walor całości. Wykonawca winien działać w nieustającej świadomości, że marnie realizowane przez niego wspomniane elementy utworu, degradują wykonanie, deprecjonując wysiłek i starania pozostałych uczestników.

Wartość druga: Wzajemność

          Niepodobieństwem jest wyobrazić sobie partnerstwo w jedną stronę, podobnie jak przyjaźń w jedną stronę. Te dwie, być może najpiękniejsze relacje pomiędzy ludźmi, bez wzajemności, po prostu nie istnieją.

Jedynie, w pewnym sensie, można sobie wyobrazić miłość w jedną stronę, miłość nieodwzajemnioną. Oczekiwanie szczęścia i sukcesu w takim układzie jest osobistą sprawą zakochanego, na jego wyłączną odpowiedzialność.

 Od zawsze uważałem, że – cytuję sam siebie – „to, że ja panią, kocham, pani do niczego nie zobowiązuje, a mnie, do niczego nie upoważnia”.

Wartość trzecia: Rozumienie partnera

Rozumienie partnera pojmuję zarówno w sensie dosłownym, jak i w sensie szerokim.

Rozumienie w sensie dosłownym, prostym, wbrew wszelkim pozorom, wydaje się być niepozbawione znaczenia, bardziej niż się to powszechnie sądzi. Każdy człowiek przecież, nawet we wspólnym, rodzimym języku, ma specyficzny sposób wysławiania się i wypowiadania swych myśli, indywidualne poczucie humoru, intonację i styl zwracania się do bliźnich. Jakże często zdarzają się nieporozumienia, nawet irytujące, będące wynikiem właśnie tych pozornie błahych drobiazgów!

          Rozumienie szersze, głębiej dotykające całej sfery psychologicznej, to znajomość indywidualnych cech partnera, jego temperamentu i osobowości.

Osobiście, za ważną uważam też odmienność wynikającą np. z płci. Zawsze miałem inne poczucie muzycznego bycia partnerem mężczyzny i kobiety. Można wprawdzie uznać, że w sferze czystej profesji aspekt ten nie ma znaczenia, ale bywa to równocześnie niuans, który może mieć wpływ na komfort bycia razem.

Generalnie, rozumienie partnera wydaje mi się być ważniejsze i bardziej godne polecenia, niż oczekiwanie bycia rozumianym.

Wartość czwarta: Otwarcie na dialog.

          Lubię takie oczywiste stwierdzenie, ze dwa monologi nie tworzą dialogu. Istotnie, kiedy każdy z partnerów zajmuje się wyłącznie swoją kwestią, bez żadnego związku z kwestią partnera, dialog po prostu nie istnieje. W równej mierze dotyczy to dialogu w muzycznej profesji, jak i w zwyczajnym byciu razem człowieka z drugim człowiekiem.

Wartość piąta: Gotowość rozumienia odmienności partnera

          Wprawdzie powszechnie wiadomo, że każdy człowiek jest jednostką unikatową i niepowtarzalną, ale w zwyczajnych relacjach nader często zapomina się o tym. Dotyczy to szczególnie dłużej trwającego układu z partnerem lub partnerami. Te zrozumiałe odmienności mogą stać się problemem, kiedy w miejsce atrakcji zaczyna pojawiać się trudna do uniknięcia irytacja.

          Nie należy też do najłatwiejszych zaakceptowanie faktu, że w równym stopniu gotowość rozumienia odmienności partnera dotyczy a rebours nas samych, tzn., że partner winien wzajemnie rozumieć nasze odmienności, podobnie jak my jego.

          Nieoceniona jest oczywiście świadomość tego zjawiska, która ułatwia poruszanie się po tym delikatnym i nader drażliwym terenie.

Wartość szósta: Wewnętrzna przestrzeń

          Chodzi mi o przestrzeń myślenia, która zapewnia bezkonfliktowe przebywanie i współpracę z partnerem, wolne od doktryn, zawężonych preferencji estetycznych, obciążeń światopoglądowych, moralnych i historycznych, czy nawet śladowych kojarzeń rasowych.

          Taka przestrzeń, jak wolność, w ogromnej mierze zapewnia luksus i komfort bycia razem i współpracę z partnerem, niemal całkowicie gwarantuje swobodę wypowiedzi artystycznej, bez poczucia zagrożenia i rozmaitych niewygód.

Wartość siódma: Zdolność równoczesnego słyszenia siebie i partnera

          Jest to jedna z podstawowych odmienności pomiędzy graniem solowym i zespołowym. Nie jest z pewnością odkrywcze, jeśli wspomnę, że solista słyszy wyłącznie sam siebie. Z kolei, muzyk wykonujący w zespole, musi, po prostu musi doskonale słyszeć sam siebie i równocześnie, słyszeć i rozumieć, co gra jego partner.

          Jestem przekonany, że jest to nie tylko zdolność, ale również umiejętność, której można nauczyć.

          Nie widzę specjalnego powodu, żeby uświadamiać znaczenie i wartości takiego słyszenia dla fascynacji wspólnego kreowania sztuki wykonawczej i zwyczajnego życia. Bo czyż ta powinność słuchania siebie, słuchania i rozumienia partnera nie dotyczy w równym stopniu wspólnego grania jak i codziennego bycia razem z drugim człowiekiem?

Wartość ósma: Kultura bycia z drugim człowiekiem.

          Chciałoby się powiedzieć, że wymagania kultury są powinnością bycia z drugim człowiekiem w każdej sytuacji, w równej mierze profesjonalnej jak i tej, zwyczajnej, codziennej. W moim odczuciu, realizowanie oczekiwań kultury w relacjach międzyludzkich, pod znakiem zapytania stawiałoby konieczność istnienia wszelkich kodeksów i dekalogów.   

W sytuacji wspólnego działania, kultura zachowania się, wzajemnego zwracania się do siebie w klimacie napięcia i zaangażowania w pracę, wydaje się być czymś szczególnie oczekiwanym.

Wartość dziewiąta: Takt w rozwiązywaniu napięć

          Jestem przekonany, że w partnerstwie, nawet najpełniejszym i najdoskonalszym, pewne napięcia są nieuniknione. Przecież naiwnością byłby oczekiwanie, że partnerstwo jest jakąś permanentną sielanką.

          Napięcia są być może wynikiem złożoności ludzkiej natury, ale również pozornie drobnych sytuacji, które mogą nieść w sobie ukrytą groźbę poważniejszego konfliktu.

          W sytuacji pojawiających się napięć, wspomniana przed chwilą kultura, takt i dobra wola, oraz ludzka życzliwość w ich rozwiązywaniu, są po prostu nieocenione.

Warto może też zachować świadomość, że pewne niewygody, które odczuwam podczas bycia z drugim człowiekiem, są w jakimś sensie odwracalne, tzn., że partner może również odczuwać niewygody bycia ze mną. Wciąż to partnerskie oczekiwanie wzajemności!

Wartość dziesiąta: Zdolność akceptowania kompromisu

          Ta zdolność w delikatnej materii pewnych odmienności preferencji estetycznych, jest chyba czymś oczywistym i pożądanym. Za wielce pomocną uważam świadomość, że interpretacja muzycznej frazy wcale nie musi być identyczna u wszystkich wykonawców zespołu, którzy są przecież profesjonalistami i żaden nie proponuje muzycznych nonsensów. A pewne odmienności i niuanse interpretacyjne, które wynikają ze zrozumiałych różnic indywidualnych, mogą wykonanie wręcz uatrakcyjnić i ubarwić.

          Próby uniformizacji na ogół kończą się niepowodzeniem. Tu właśnie jest miejsce na kompromis, umożliwiający aprobatę odmienności i swobodę wypowiedzi.

Wartość jedenasta: Zaufanie i szacunek do partnera

          Zaufanie i szacunek do wartości partnera są czyś ewidentnym.  Oczywiście, zaufanie i szacunek nie tylko do umiejętności profesjonalnych, ale również do wartości czysto ludzkich, postawy życiowej, sposobu postępowania z drugim człowiekiem, radzenia sobie z trudnościami i rozlicznymi problemami współżycia. Jednym słowem, do wszystkiego, co składa się na pełny obraz osobowości.

Wartość dwunasta: Rozumienie niedoskonałości partnera i… swoich własnych

          Od razu chciałoby się zacytować angielskie: ”Nobody is perfect”, ”Nikt nie jest doskonały”. I nie jest to zwyczajne porzekadło. Rozumienie i aprobata tego pozornego drobiazgu, chroni przed szkodliwą, niekiedy ekscesywną irytacją, często pozwala zachować dystans wobec własnych niedoskonałości.  Być może nawet zapobiega destruktywnej frustracji i ekscesywnej rozterce.

          Wszak, Errare humanum est. Błądzenie jest rzeczą ludzką. Błąd jest wliczony w koszt postępu i rozwoju. A lęk przed błędem może być gorszy i bardziej szkodliwy niż sam błąd.  Ode mnie zależy, czy w tym, w gruncie rzeczy niemiłym zjawisku potrafię dostrzec element pozytywny, kreatywny, czy jedynie destruktywny i negatywny.
     
          Jak wspomniałem, mój komentarz do encyklopedycznej definicji
partnerstwa jest osobisty, nazwałbym go nawet, autorski. Wymiar pojęcia partnerstwa, a partnerstwa w muzyce w szczególności, wydaje się być bardzo rozległy i jakieś kompletne omówienie, z trudem zmieściłoby się w pokaźnej trylogii. Dlatego też, selekcja jest nieunikniona. Mam nadzieję, że elementy, które przedstawiłem dla moich celów, maja szansę dać w miarę zwięzły i konkretny obraz tej absolutnie fascynującej relacji profesjonalnej i międzyludzkiej.

Zdaję sobie również sprawę, iż moje dywagacje o muzycznym partnerstwie mają charakter idei, która niekoniecznie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Ale pocieszam się, że nawet Dekalog, ze swoim „Nie zabijaj”, „Nie cudzołóż”, „Nie kradnij”, jakże często nijak się ma do tego, co dzieje się pomiędzy ludźmi. W moim prywatnym dekalogu np., od ponad pół wieku wołam „Bądź partnerem”, a wciąż jeszcze słyszę wokół „Bądź akompaniatorem!”.



(jmarchwinski@gmail.com)







                                                                      
Partnership. The explanation of the concept


           The Encyclopaedia Britannica of 1990 defines partnership in the following way: “Partnership, voluntary association of two or more persons for the purpose of managing a business enterprise and sharing its profits or losses”.
            Britannica, possibly the best encyclopaedia worldwide, has provided a definition which seems perfect. It encompasses everything, clearly and concisely. Nothing more, nothing less.
            However, just after having read it I have recalled an excellent, wise and significant story about an inquisitive student who asked his master, a Rabbi, if the whole Torah could be reduced just to one sentence. „Naturally: ‘What is hateful to you, do not do to your neighbour’.  This is the whole Torah. The rest is a commentary”. (I suspect that the reply of the master was spiced with a philosophical smile!).
            Partnership seems to constitute a bit similar case. The encyclopaedic definition provides an essence reduced to one brief sentence, and obviously it can always be supplemented with a commentary. Naturally, the commentary you are going to hear now is personal, as I would never venture to think, even for a moment, about providing a universal one.
            The indispensable, basic condition for a musician is to achieve the highest possible level of professional skill. I do not mean here any universal benchmark, but rather the current level of a pupil, student, and finally a mature artist.
           Let me begin from a reflection that everything good between people doesn’t happen by itself; all the culture and all creative relations require effort, involvement, wisdom, persistence, even devotion and some other similar, related values.
           From among numerous values which seem the most important to discuss in my personal commentary, I decided to choose twelve, without arranging them in any hierarchical order. Just a kind of “The Dodecalogue” of Partnership in Music! I hope they may serve as a list of elements necessary to create a reasonably coherent whole.


            Here they are:

The first value: Shared responsibility for the whole performance
            A soloist performs a musical work on his own, at his sole responsibility. His is the success and his is the failure. He does not have to reckon with anybody.
            The responsibility for a partner-like ensemble performance  is of dual character: besides the part of the work performed by an individual artist, it concerns also the value of the whole performance. Therefore the performer should be constantly aware that his  contribution, if meagre, will degrade and  depreciate the effort and involvement of the other participants.

The second value: Reciprocity
            It is impossible to imagine a one-sided partnership, or similarly, a one-sided friendship. Both relations require reciprocity. Perhaps only unrequited love is imaginable in some sense. But any expectations of happiness and success on the part of an infatuated person are his or her personal problem, and the responsibility is also his or her.

The third value: Understanding for the partner.
            I perceive the understanding in both, the literal and wider sense. The understanding in the literal, simple sense also seems quite significant, perhaps contrary to appearances.  Every person, even if speaking a common, native language, expresses his thoughts and chooses his vocabulary following a characteristic pattern; each of us has an individual sense of humour and a style of approaching others. Various, quite common misunderstandings which often are so irritating, result precisely from such seemingly trifling details.
            The wider meaning of this aspect which reaches deeper into the domain of psychology, embraces the knowledge of individual features of a partner including his temperament and personality.
Gender differences happen also quite significant. Musical partnership with a man or a woman has often felt slightly differently for me. It may be considered insignificant from the purely professional viewpoint, but at the same time it is one of the nuances which can affect the comfort of being together.

The fourth value: Openness to dialogue
             I quite enjoy the adage that two monologues do not make up a dialogue. True enough that the dialogue simply is not there, when each of the performers is focused only on his part without any contact with the utterances of the partner. This concerns equally the musical dialogue and a dialogue of everyday co-existence with another person as well.

The fifth value: Readiness to understand the otherness of the partner
            Although it is generally known that every man is unique and one of a kind, but this fact is surprisingly quite often forgotten in everyday relations. This  is particularly true for a long-lasting arrangement with one or more partners. The understandable differences may turn into a problem when initial attraction gives way to almost unavoidable irritation.
            Also, it is not so easy to accept the fact that the readiness to understand the otherness of the partner should be reciprocal; my partner should be equally willing to accept my idiosyncrasies, identically as I accept his. The awareness of this phenomenon is invaluable as it greatly facilitates all and any ventures into this delicate and extremely sensitive territory.

The sixth value: Internal space
            I mean primarily the space for thoughts  which allows for relatively conflict-free existence and collaboration with a partner, free from doctrines, narrowed aesthetic preferences, world-outlook bias, moral and even historic encumbrances, not to mention traces of racial connotations.
            Such space provides also a considerable psychological luxury of working with a partner, ensuring almost absolute guarantee of the freedom of artistic expression without any risk to the comfort of being together.



The seventh value: Ability of hearing the partner and oneself at the same time
            This ability is one of the fundamental differences between solo and ensemble performance. The fact that the soloist hears only himself is by no means a discovery. In turn, an ensemble performer must – really must – hear himself perfectly and at the same time hear and understand the part played by his partner. I am sure that it is not only an ability but also a skill which can be taught.
            I do not see any special reason to explain how important and valuable is such hearing and understanding  for the fascination in the creation of performative art. Well, this should actually refer both to playing together and to ordinary being together with another person, shouldn't it?

The eighth value: Good manners in togetherness
             It might be worthwhile to remind that good manners are obligatory for being together with another person in any circumstances, both in private life and professional activity, particularly in the atmosphere of tension or involvement in the work. 

The ninth value: Tactful reduction of tension
            It seems obvious to me that certain tensions are unavoidable in any partnership, even the most comprehensive and perfect. It would be naïve to think that partnership is just cakes and ale forever.
            The tensions may stem from the richness of human nature, but they may also result from seemingly trifling situations which sometimes carry a hidden potential for a more serious conflict. When such tensions do emerge, the ability to solve them tactfully is simply priceless.
            Perhaps it is also worth remembering that certain discomfort experienced by me in the proximity of another person can be mutual, and the partner may also feel uncomfortable with me. Ah, this reciprocity requirement in partnership never ends!

The tenth value: The ability to accept compromise
           Any attempts at uniformity usually end up in a failure. The compromise seems an obvious approach to the sensitive issue of divergent aesthetic preferences. I find it highly comfortable to acknowledge that – in my opinion - the interpretation of a musical phrase does not necessarily have to be identical for all the performers in the ensemble;  all of them are professionals and, evidently, none will propose any musical nonsense.
Certain divergences and interpretation nuances stem from understandable individual differences, and they can even make the performance more attractive and colourful. This is the very space for compromise which allows for the otherness and the freedom of speech.  

The eleventh value: Respect and confidence in the partner
            In addition to the obvious respect for professional skill, this refers also to purely humanistic values, to the approach to life, interactions with others as well as the ability to cope with challenges and various co-existential problems – in brief, to all the facets which combine into a full personality.
            The confidence in the professionalism of the partner seems self-evident, similarly to the confidence in his general approach to life. 

The twelfth value: Understand imperfections of your partner... and yourself
            The English adage Nobody is perfect  is not just a handy phrase. The understanding and acknowledgement of this obvious, albeit inconspicuous truth protects against harmful irritation, let’s keep the distance from one's own imperfections and possibly prevents destructive frustration and excessive quandary.

            As it has already been said, my commentary to the encyclopaedic definition  is personal or even authorial. The dimension of the concept of partnership and partnership in music in particular, is huge and it seems necessary to arrange its various elements in the personal order of importance. The one which has been presented here for my purpose hopefully provides a compact and quite precise image of this absolutely fascinating relationship, gracing our professional and private life.

I am also aware of the fact that my reflection on Partnership in Music may be considered as  idealistic  and not necessarily find its  reflection in reality. However, I  console myself with the thought that even the Decalogue with its “Thou shalt not kill”, “Thou shalt not commit adultery” or “Thou shalt not steal”  quite often fails to  reflect  the actual relations between people.  Following my private Decalogue, I have been calling “Thou shalt be a partner” for more than half of a century now, and  yet  “Be an accompanist”  is what I can still hear around!  




(jmarchwinski@gmail.com)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza